niedziela, 12 czerwca 2016

Same szlachetne kamienie



Unikam popularnych autorów. Nie lubię romansideł Colleen Hoover, nudzą mnie utopie Pani Roth i pomimo dobrych chęci nie mogę zmusić się do przeczytania chociażby jednej książki Ricka Riordana. To właśnie dlatego sceptycznie podeszłam do serii Lux autorstwa Jennifer L. Armentrout. Jak się okazało, moje obawy były zupełnie bezpodstawne.

-Czemu jesteś takim wielkim dupkiem?
-Każdy musi być w czymś dobry, nie?
-Cóż, nieźle ci idzie.


Pani Armentrout ma wspaniały dar leczenia kaca książkowego. Jej książki są tak płytkie i bezwartościowe, że całą serię przeczytałam z prędkością błyskawicy!

Do rzeczy.  Cała seria opowiada o dziewczynie - Katy - która przeprowadza się z mamą ze słonecznej Kalifornii do ponurej Wirginii Zachodniej. Posiada dość ekscentryczny sąsiadów, którzy mają ogromną tajemnicę. Pochodzą z odległej planety a ich obecność może wróżyć jedynie kłopoty.

Ta dziewczyna oznaczała kłopoty. Kłopoty zapakowane w mała paczuszkę z przeklętą kokardką. A co najgorsze, była rodzajem kłopotów, które mi się podobały.

Oczywiście główna bohaterka pakuje się w ogromne niebezpieczeństwo i zakochuje się w kosmicznym sąsiedzie. Do przewidzenia. W kolejnych częściach musi walczyć o szansę na normalne życie, rodzinę i miłość i żadnym spojlerem nie będzie jeśli wam powiem, że jej się udaje. Oczywiście ponosi ogromne straty, ale na koniec i tak wszystko jest dla niej superaśnie piękne.

Słowa to najpotężniejsze narzędzie. Proste i zazwyczaj niedoceniane. Potrafią leczyć. Potrafią niszczyć.


Ta seria to na szczęście nie tylko schematy. Ma w sobie coś intrygującego co każe nam czytać i czytać dalej. Pomimo irytujących bohaterów oraz przeciętniej fabuły przeczytałam całą serię – to musi coś znaczyć.

Ironia to wredna małpa.

Jak dla mnie to seria dla mało wymagających, lub osób z zastojem czytelniczym. Jest lekka, pełna przygód, dramatyzmów, dziwnych zwrotów akcji oraz paranormalnej miłości. Mnie takie klimaty w pewnym stopniu zawsze odpychały, dlatego bierzcie tę recenzje na poprawkę.

Zabawna rzecz z tą ucieczką. Nigdy tak naprawdę ci się to nie udaje. Może tymczasowo, ale nie całkowicie.

W tym momencie pewnie wszystkie fanki Obsydianu urwą mi głowę,ale nie polubiłam głównego bohatera męskiego -Daemona. To, że Katy jest okropnie marudna i nieznośna nikogo pewnie nie zdziwi - rzadko w tego typu książkach główne bohaterki da się lubić. Jednak z Damonem było coś nie tak. Fakt, że pochodził z innej planety nie oznacza, ze mógł zachowywać się jak nieopanowany cham i prostak. 


Oprawa graficzna nie powala. Polskie wydanie ładniejsze od oryginalnego,  jednak wciąż brzydkie. Nigdy nie podobali mi się pseudo przystojni faceci na okładkach powieści, ale wiem, że niektórzy ubóstwiają tego typu grafiki. Grzbiety serii są a’la brokatowe, co wygląda ładnie na półce. 

-Nie umierasz - powiedział.-Skąd wiesz?Spojrzał mi prosto w oczy.-Bo nigdy bym na to nie pozwolił.

Podsumowując, seria była przeciętna. Przyjemnie czytało się potyczki głównych bohaterów i podobała mi się fabuła, jednak nie liczyłam na żadne fajerwerki. Idealna dla mało wymagających czytelników. 

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka